Notes Literacki
Czerwiec 2018
Druga połowa XX wieku i początek XXI w. obfituje w wydarzenia, ewenementy literackie, nie spotykane wcześniej lub spotykanie niezwykle rzadko. Tutaj, dla przykładu warto wymienić tylko dwa z nich: marketing i nakład książki. O innych i zapewne ciekawszych zjawiskach literackich piszę parę słów tutaj, w części poświęconej pisarzom niepisarskich profesji.
Do XIX wieku, pisarze, artyści ‒ z niezbyt nielicznymi wyjątkami – zdani byli na łaskę lub niełaskę panującej władzy różnych szczebli drabiny społecznej albo możnych w kapitał, lub jednym i drugich.
Mniej więcej wraz z dziewiętnastowieczną rewolucją przemysłową relacje te zaczęły ulegać zmianie. Pisarze, artyści stawali się coraz bardziej zależni, niemal wyłącznie, od czytelników, odbiorców literatury i sztuki. Jak również od wydawców. To odbiorcy decydowali o materialnej doli lub niedoli pisarzy, artystów. Natomiast twórcy coraz lepiej zaczęli rozumieć ową zależność, nie zawsze godząc się na nią.
Nie wszystkim łatwo było zaakceptować zachodzące zmiany. Sztandarową postacią nie liczącą się z ową zależnością był niewątpliwie genialny poeta, niezwykle wnikliwy obserwator zjawisk zachodzących w świecie, Cyprian Kamil Norwid. Norwid w szkicu Fabulizm Darwina pisał o współczesnym mu społeczeństwie czytelniczym określając je mianem: stan-owczy:
Stanowczy* ogół czytelnictwa dzisiejszego [...], w przypisku dodając: „Stanowczy” − czytaj: stan-Owczy. S t a n - o w c z y!) (Cyprian Kamil Norwid: III. Pisma polityczne i społeczne, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1983).
Stan-owczy odwdzięczył się całkowitą obojętnością i milczeniem: nawet nie zabeczał na widok losu i śmierci poety.
Jednak najbardziej znaczący pisarze tego okresu jak Honoré de Balzac, Charles Dickens, czy dziewiętnastowieczny, ale w tkwiącej jeszcze w osiemnastowiecznej Rosji, Antoni Czechow, doskonale zrozumieli zmieniającą się sytuację artysty. W Polsce pisarze okresu pozytywizmu równie szybko i skutecznie przyswajali sobie znaczenie zmieniającej się sytuacji kulturowej.
Właśnie w XIX w. pojawiają się również pierwsze i wyraźne oznaki tego co dzisiaj nazywamy marketingiem. Reklama, bardziej lub mniej udana, towarzyszyła artystom chyba niemal od początku słowa pisanego, czy to w formie przekazu ustnego, czy to w postaci obwieszczeń, następnie plakatów i ulotek. Ale rozwój prasy, coraz większa znajomość i dostępność słowa pisanego, spowodowała coraz powszechniejsze umieszczanie reklam dzieł sztuki, anonsów, krótkich notek, a wreszcie recenzji właśnie w prasie czy to codziennej, czy wydawanej cyklicznie. Znaczenie reklamy i jej braku dotkliwie odczuł, na przykład Fryderyk Chopin, podczas swego drugiego pobytu w Wiedniu (w1830 r., w czasie wybuchu Powstania Listopadowego), poprzedzającego wyjazd na stałe do Francji, gdy – z powodów politycznych i całkowicie niezależnych od Chopina – został całkowicie przemilczany przez ówczesną austriacką i niemiecką prasę.
Natomiast marketing w sensie zdefiniowanym przez P. Kotlera i K.L. Kellerw (w książce pt. Marketing): zaspokajać potrzeby, osiągając zysk ‒ rozpoczął swoje istnienie niemal wraz z rewolucją przemysłową. Jednakże pisanie i tworzenie wyłącznie marketingowe, pod publikę, nastąpi prawie sto lat później. Wtedy, w XIX w., pisarze i artyści zabiegają o uznanie odbiorców, starając się sprzedać jak najlepiej wypracowane i opracowane wytwory swego umysłu, temperamentu, wyobraźni.
Do czasów Gutenberga trudno jest mówić o nakładzie książki. Iluś kopistów ‒ najczęściej w różnym czasie i w różnych miejscach Europy ‒ niezależnie od siebie ‒ po prostu ręcznie przepisywało książki na pergaminie, co chwila maczając ptasie pióro w atramencie.
Ale nawet wieki po wynalezieniu maszyny drukarskiej, nakłady książek były ‒ porównując je do obecnych rekordów wydawniczych ‒ raczej skromniutkie. Przed drugą połową XX w. trudno sobie wyobrazić wielomilionowe (w skali świata) nakłady, jakie ma chociażby książka Lee N. Harper Zabić drozda, czy książka szwedzkiego pisarza Jonassona Jonasa Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął (której ponad milion egzemplarzy zostało sprzedanych tylko w samej Skandynawii) , czy też nakłady książek, na przykład Harry'ego Pottera J.K. Rowlinga czy Dana Browna Kod Leonarda da Vinci.
Jeszcze trudniej wyobrazić sobie, żeby książka nie będąca Pismem Świętym, kiedykolwiek wcześniej mogła nakładem zbliżać się doń, jak na przykład poetycka powieść Prorok Gibrana Khalilia ‒ libańskiego pisarza, poety i malarza osiadłego latach trzydziestych ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych.
Książka przez długie wieki była drogim, luksusowym towarem. Jednak od drugiej połowy dwudziestego wieku książka stała się towarem równie łatwo dostępnym jak artykuły pierwszej potrzeby. Obecnie jest towarem sprzedawanym nie tylko w tradycyjnych bądź internetowych księgarniach, lecz także w supermarketach, a nawet w zwykłych sklepach spożywczych.
Polska jest krajem szczycącym się wydatkami na wojsko w wysokości 2% PKB, ale nie wstydzi się tego, że e-booki okłada 23% VAT-em.
Książki w formie elektronicznej stają się coraz częściej niemal tak samo popularne, powszechne, jak ich odpowiedniki w postaci papierowej. Te ostatnie z pewnością nie zostaną wyparte przez ich elektroniczne wersje, wbrew pojawiającym się opiniom o śmierci książki tradycyjnej.
Pojawienie się filmu, a później telewizji, także dało asumpt do wróżb końca powieści. Któż dziś pamięta o tych nietrafnych (dzięki Bogu) przepowiedniach?
Książki elektroniczne mają też swoich zażartych przeciwników. Na przykład, francuski marketingowiec i krytyk literacki w jednej osobie, Beigbeder Frédéric (ambitnie silący się na proroctwo), w swojej książce Pierwszy bilans po apokalipsie widzi w elektronicznych wersjach dzieł literackich zaprzeczenie całej dotychczasowej europejskiej kultury:
Czytnik elektroniczny czyni z nas nie czytelników, którzy przemieszczają się po tym czy innym tomie, zagłębiają w obcy świat, żeby uciec od rzeczywistości, lecz zblazowanych konsumentów, rozproszone automaty, niecierpliwych przyciskaczy, nieuważnych klikaczy.
Jest rzeczą cieka, że takie opinie mają swoich sympatyków. Lektura książki Beigbedera wyraźnie wskazuje, że jej autor nie tylko nie przemieszczał się po tym czy innym tomie ułożonej przez siebie listy dzieł literackich XIX i XX wieku. Chyba też nie za bardzo poklikał i poprzyciskał. F. Beigbeder swój rokokowy Pierwszy bilans po apokalipsie napisał kilkanaście lat przed ukazaniem się porażającego Tekstu Dymitra Glukhovsky'ego. Zapewne szkoda czasu na domysły, co napisałby po Glukowskim.
Jednak to nie krytycy, lecz czytelnicy rozstrzygają i rozstrzygną o formach czytanych książek. Również nic nie wskazuje na to, że czytelnicy w przyszłości staną się wyłącznie oglądaczami.
Pierwsza książka w wersji elektronicznej jet starsza niż możemy się domyślać. Wyobraźmy sobie, jest rok 1971 ‒ Michael S. Hart w ramach Projektu Gutenberg tworzy cyfrową wersję Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych. Najprawdopodobniej jest to pierwsza na świecie książka elektroniczna. Nikt wówczas nie przypuszczał, że po kilkudziesięciu latach nastąpi tak wielki wzrost popularności tej formy książki.
Idźmy parę kroków dalej. Jest rok 2016. Angielka Sam Carrington (Anglia) debiutuje e-bookiem pod tytułem Następna dziewczyna. Książka od razu trafia na listy bestsellerów: zajmuje pierwsze miejsce e-booków czytników Kobo, trzecie miejsce iBooków magazynu Publishers Weekly i trafia do Top 10 Kindle Amazonu. Natomiast drukiem ukaże się kilka miesięcy później.
Jeszcze innym olśniewającym sukcesem e-wydawniczym jest książka Abigail A.Gibbs (Anglia) Mroczna Bohaterka. 19-letnia Brytyjka napisała książkę o wampirach, sama opublikowała ją w Internecie. Książka błyskawicznie stała się fenomen na skalę światową, a autorka równie błyskawicznie została milionerką.
Przykłady można mnożyć i mnożyć. Jedno jest pewne, książki obecnie znalazły swe miejsce także na dyskach komputerów, czytnikach, czy na posiadanych także przez niemal każde dziecko smartfonach.
W związku z tym warto zwrócić uwagę na następujący fakt: kiedy tytuł – wydany wcześniej w formie e-booka – pojawi sie w witrynach księgarskich, od razu, automatycznie jest rozpoznawalny dla dużej części czytelników. E-booki stają się swoistą i coraz bardziej skuteczną formą marketingu książkowego.